środa, 5 kwietnia 2017

Opary naparu z Madagaskaru

Straszne bicie odebrała Stajnia (piotrrr-mathieu, mdhono-wdrodze) w ostatnią niedzielę, które nie można inaczej wytłumaczyć jak różnicami ... klimatycznymi (nie mylić z klimakterycznymi). Otóż, mój Znakomity Partner, Mistrz Mathieu, przeniósł się nie dawno temu, za Beniowskim, na ... Madagaskar! Gdzie też to Polaka nie rzuci "za chlebem, panie, za chlebem!" I tak kiedy ja jeszcze lekko trząsłem się w zimnym kanadyjskim poranku, Mistrz Mathieu, tuszę, spływał potem w afrykańskich tropikach. To nie mogło się skończyć dobrze, bo nasi przeciwnicy - Asy Alcidis (alcidis-janpusteln, jolziet-jarypaco) - wszyscy grali w umiarkowanym klimacie środkowo-europejskim. O Hawajach nie wspominam - u nich jest ZAWSZE plus 25 stopni Celsjusza!

Już drugie rozdanie meczu przyniosło poważną stratę (10 imp):



Po wiście waletem kier, Jola włożyła króla, którego pobiłem asem. Następnie, nie rozgrzany jeszcze w kanadyjskim zimnie, zagrałem automatycznie damę kier i kolejnego kiera. Maciek jednak nie przebił, co było do przewidzenia - z licytacji Joli wynikało, że musiała mieć ona co najmniej siedem pików. Następnie Jola oddała mi lewę na asa trefl, mój odwrót karowy pobiła asem, ściągnęła atu utrzymując się w stole, i na damę trefl wyrzuciła przegrywające karo. Swojaczek!

Chwila namysłu wystarczyłaby mi, by po wzięciu lewy na asa kier, zagrać zaraz w karo. Co prawda taka dobra zawodniczka jak Jola pewnie uznała by, że takie nieprzymuszone zagranie w karo nie może być spod króla, za to najprawdopodobniej jest z singla. Wskoczyłaby asem i oddała mi na asa trefl (z licytacji powinienem go mieć). Jeśli wyjście było w singla, to kontraktu nie da się położyć.

Naturalnie przepuszczenie do damy karo jest bardzo kuszące i to, myślałem, było co się wydarzyło na drugim stole, gdzie nasi przegrali 4 pik. Ku mojemu zdumieniu, rzecz odbyła się znacznie bardziej prozaicznie. Zagranego przez przeciwnika waleta kier, Jano przepuścił (???), przez co oddał trzy kiery i asa trefl. Jedynym wytłumaczeniem może tylko być, że Hawaje, aby się zsynchronizować czasowo, wstają do gry o szóstej rano, w niedzielę! Jano wyraźnie jeszcze nie zdążył odpić porannej kawy Kona.



Moją formę najlepiej ilustruje następujące rozdanie:


kontrakt 4 pik udało mi się przegrać bez trzech (o wstydzie, na drugim stole tylko bez jednej), w tym oddać Joli lewy na wszystkie jej piki! Masakra! Na obu stołach poszedł wist blotka trefl. Na obu stołach E wziął lewę waletem i grał małe trefl. Zarówno ja jak i Jan wyrzuciliśmy w tym momencie małe kier. W przebijał po czym grał karo. Jan utrzymał się asem i grając damę karo, sprowokował E do przebitki. Po nadbiciu, zagrał teraz damę pik - Jano nie wytrzymał i dołożył króla, który zostało pobity asem. O tym co ja wyprawiałem, to nie warto nawet pisać.

Jedynym jasnym punktem z pierwszej połówki było rozdanie ósme:


Mistrz Mathieu ostro wgolił i wygrał końcówkę w kierach, oddając tylko asa pik i dwa kara. Na drugim stole przeciwnicy przegrali 3 kier! Pomimo tego sukcesu, Stajnia przegrała pierwszą połówkę z 22 impów.

Ale od czego jest rewanżowa druga połówka? Graliśmy w niej znacznie lepiej. Na przykład, w rozdaniu 2, Hawaje gładko wygrały ostre 3 BA:


Na naszym stole przeciwnicy poprzestali na 1 pik (?).

Cóż, kiedy różnice klimatologiczne szybko dały znać o sobie. Przykładem jest rozdanie piąte, w którym byliśmy z Maćkiem wyraźnie na rozbieżnych falach:


Po tym jak przeciwnicy uzgodnili piki, karta mi "urosła." Przy wyłączeniu pikowym (wszystkie wartości w pikach u przeciwnika), przy domniemanym u Maćka uzupełnieniu w treflach, dostrzegłem szansę na końcówkę kierową, i zalicytowałem, w moim odczuciu bardzo "twórczo," 3 trefl. Byłem pewny, że w tej sekwencji, przy tych założeniach, fit kierowy jest oczywisty. Niestety Maciek spasował (?). Trzy trefl udało mi się przegrać bez jednej (misfit, no i zdaje się nienajlepiej to grałem). Natomiast 4 kier przegra się tylko po wiście kierowym.

Ostatecznie drugą połówkę wygraliśmy z 15 impów, ale cały mecz przegraliśmy na 7 impów.

Dla poprawienia sobie nastroju, wymieszałem teraz trochę składy. W Stajni zagrali piotrrr-alcidis, mathieu-jolziet. Do drużyny Kahunów Hawajskich (mdhono-wdrodze) włożyłem natomiast aż dwa (!) Konie Trojańskie w osobach marrcha-jarypaco. Nic to nie dało - Konie Trojańskie grały jak "natchnione" o czym świadczy na przykład poniższe rozdanie:


Po wiście AK karo (?), Jary nie miał problemu, żeby natrzaskać 11 lew. Na drugim stole nasi zatrzymali się w 3 trefl.

Podobnie "przyłożyli nam" Konie w rozdaniu piątym:


Jary w pierwszej lewie pozwolił mi wziąć na damę trefl! (Kiedy się tak nauczył grać, Sukienny Fum?!) To przerwało komunikację w treflach, i pozwoliło mu wygrać kontrakt bez problemu. Na drugim stole nasi przegrali 5 kier, po wiście pik, przebitka, powrót karem, i kolejna przebitka pika!

Nieco poprawiło mi i Eli humor rozdanie ósme:


Tym razem Jary się nie spisał. Po wiście karo, wziął w ręce, i zagrał małe do damy kier. Ela wzięła lewę królem i odeszła w trefla. Jary, z bliżej niezrozumiałych względów (oddaje co najwyżej dwie kierowe i jednego pika) przepuścił do damy. Wziąłem królem i dałem Eli przebitkę karo. Jary musiał jeszcze potem oddać na waleta kier, więc wpadł bez jednej.

Po rozdaniu z ufnością patrzyliśmy z Elą w kierunku jakiegoś przyjemnego zarobku. Ku naszemu przerażeniu na drugim stole Maciek pomknął aż do 6 BA, które nie sposób wygrać. Domniemywam, że musiał już być po drugiej "szklaneszce" ranonapango, prawdopodobnie zmieszanej z litchelem. W tropikach, opary z tego naparu, to jest zabójcza kombinacja! :-)

I tak Stajnia przegrała kolejny mecz, tym razem z 15 impów!

Klimaty to jednak, czy nie klimaty, my nigdy nie poddajemy się! Do następnego!

(PR)